Royce, czyli nowy kombinezon w mojej kolekcji :-)
Tak naprawdę nowy egzemplarz, bo model doskonale mi znany. Miałem przynajmniej kilka sztuk w dwóch wersjach kolorystycznych - czerwono-granatowym i tak jak na zdjęciu granatowo-czerwonym.
Czerwony był nieco za mały, granatowy w kiepskim stanie i dlatego bardzo ucieszyłem się, że mogłem po kilkunastu latach nabyć go ponownie. Jak na wiek, prezentuje się naprawdę w świetnie, to wręcz niesamowite, że po tylu latach można jeszcze takie kombinezony kupić! Być może gdy stały się "niemodne" przeleżały zapomniane wiele lat w szafie...
Do bólu prosta forma, ten kombinezon niczego nie udaje, po prostu tak kiedyś projektowano odzież - miało być prosto i funkcjonalnie. Świetny styl lat 80-tych. Minimalizm w najlepszym wydaniu, nawet liczba kieszeni ograniczona do absolutnego minimum.
Zamiast paska z klamrami prosty sznurek. Oczywiście o takim czymś jak fartuchy przeciwśnieżne można zapomnieć. Materiał to miękki ortalion, sprawia wrażenie delikatnego, ale skoro przetrwał tyle lat..
Kombinezon w wersji czerwonej prezentował się tak:
Albo urosłem, albo z tymi rozmiarami coś jest nie tak ;-). Czerwony w rozmiarze M wydaje się nieco mniejszy, ale różnica w stosunku do granatowego w rozmiarze L jest minimalna. W sumie to nie wiem, który mi się bardziej podoba?








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz